czwartek, 5 kwietnia 2012

WAŻNE

Zawieszam bloga , mało komentujecie i mam zamiar na razie skupić się na www.worldbyemily.blogspot.com . Kiedyś wrócę , bo wiem że nie pozostawię nie dokończonej historii tutaj. Nie jestem taka zła ; ) Pewnie , gdy skończę już pisać na Emily , wrócę tutaj.
                                                                KOCHAM WAS !

piątek, 30 marca 2012

Rozdział 2

Biegłam ile sił w nogach. Tutaj w lesie na pewno nikt mnie nie znajdzie. Uciekłam. Byle tylko zostawić wszystko za sobą. Wszyściutko. Chciałam uciec przed przeszłością , żeby ta już nigdy mnie nie dogoniła. Białym rękawem otarłam oczy i poczułam na nich wilgoć łez. Nie przestawały płynąć. Brzydziłam się sobą. Usiadłam na pobliskim konarze , przewróconego drzewa. Płakałam. Nie mogłam uwierzyć , że jestem taka słaba. Głupia , płacząca ćpunka. Poczułam na barku czyjś dotyk. Za mną stała drobna pielęgniarka. Ta sama , która kazała mi zejść na zajęcia.
-Mogę się dosiąść ? - zapytała , obchodząc konar dookoła. Chciałam zostać sama , chciałam przemyśleć moje zachowanie.
-Widzę , że nie masz ochoty ze mną porozmawiać. - zaczęła. - Niestety , ale nie dam ci spokoju.
-Po co tu przylazłaś ? - spytałam , tym razem mój głos nie brzmiał ostro.
-Kiedyś , też tutaj przychodziłam.
-Jak to przychodziłaś ?
-Mhm...też kiedyś się tutaj leczyłam. Cięłam się i miewałam częste wahania nastrojów. - odpowiedziała. Ona ? Wydawała się idealna. Taka jak te wszystkie cheerleaders z mojej szkoły.
-Wiesz , musisz przyznać , że jesteś chora. - znowu rozpoczęła tę głupią gadaninę. Spojrzałam na nią z ukosa. Przez chwilę ufałam jej , ale zaprzepaściła to zaufanie.
-Wcale nie.
-A to przed chwilą ? Co to było ? - warknęła w jej tonie usłyszałam rozgoryczenie. - Miałaś napad agresji.
-Niepotrzebnie po mnie przychodziła. - burknęłam , zakrywając swetrem ręce , jakby to one były wszystkiemu winne.
-Veronico , musisz dać sobie pomóc. Póki jest jeszcze czas. - szepnęła blondynka i odeszła. "Póki jest jeszcze czas" te słowa brzęczały mi w głowie. O co mogło jej chodzić ? Czy...ja mogę umrzeć ? Nie , to niemożliwe.
***
-Panno West , pańskie zachowanie jest karygodne. Doktor Coleman ma połamane żebra. Będziesz musiała odpowiedzieć za ten występek przed sądem. - skarciła mnie dyrektorka ośrodka - Destiny Downtair.
-Nie może pani tego zrobić. - powiedziała głośnym tonem pielęgniarka. - To był napad agresji związany z zaburzeniem osobowości. Doktor Coleman , po latach współpracy z chorymi powinna spodziewać się takiego zachowania.
Dlaczego ona mnie broniła ? Przecież to ją mogłam zaatakować. Czyżby wyobraziła siebie na moim miejscu ? W końcu przeszła przez to piekło.
-To panna West , powinna była nad sobą zapanować. - warknęła Downtair. W jej oczach pojawiła się złość.
-Ona ? Przecież jest chora , nie miała podawanych leków ! -wrzasnęła drobna blondynka. - Nie ma pani pojęcia , jak to jest być chorym. Nie zasługuje pani na stanowisko dyrektora.
Wooow. Ale z tej pielęgniary wygadana babka.
-Dosyć tego , pani Rice ! Proszę opuścić to pomieszczenie.
Wychodząc pielęgniarka uśmiechnęła się do mnie.
-No dobrze..twój występek zostanie skasowany , ale żeby to był ostatni raz. - mówiła dyrektorka , klękając przede mną. - My chcemy tylko ci pomóc.
Przytaknęłam. Do pokoju odprowadziła mnie blondyna. 
-Veronico , dzisiaj o 16 spotkanie z psychologiem. - poinformowała mnie.
-Mów mi Ronnie. -  po raz pierwszy odkąd tu przyjechałam , uśmiechnęłam się.

piątek, 23 marca 2012

Rozdział 1

Do pokoju weszła jedna z lekarek i kazała zejść mi na zajęcia. Nie widziałam sensu tych spotkań w gronie uzależnionych. Musiałam słuchać zrzędzenia innych dziewcząt jakie to one biedne , smutne bo np. chłopak ją zostawił ponieważ nie potrafiła skończyć z narkotykami. Ja jeślibym chciała skończyłabym z nałogiem lada dzień. Ćpanie to miał być bunt przeciw rodzicom. Choć nie wiem czy można ich tak nazwać. Anne i Damon (moi stworzyciele) są osobami powszechnie szanowanymi. Anne jest chirurgiem w szpitalu w LA , co tydzień w gazetach piszą jaka ona jest cudowna i wrażliwa na krzywdę innych , bo hm...uratowała jakąś dziewczynę , która złamała nogę , a jej rodzice byli tak uchlani , że nie wiedzieli o co chodzi. Wrażliwa na krzywdę innych ? Jakoś nigdy nie pomogła mi , kiedy potrzebowałam jej troski. Damon to ceniony prawnik , który od wyroków uchronił m.in. Lady Gagę czy Eminema. Może i zna prawo , ale uczuć to nie ma za grosz. Zamiast najpierw wysłać mnie do jakiegoś psychologa , oni wywieźli mnie do Ośrodka Leczenia Uzależnień. Może to jest ceniona klinika , lecz ja znalazłam się tutaj bez potrzeby. Jestem tu już tydzień , a coraz chętniej myślę o samobójstwie. W broszurze czytałam , iż powinno być na odwrót. Usłyszałam krzyk z dołu wołający moje imię. Olałam go , nie chcę znowu wysłuchiwać jakiś tępych lasek , które są uzależnione od sexu czy alkoholu. Jak się chce to można z tym skończyć !
-Veronico , proszę zejdź na dół ! - krzyczała opiekunka. Uważaj , bo zejdę. Marzenia...
-Nie mam zamiaru słuchać głupich dziewczyn.
-One nie są głupie. One potrafią przyznać się , że mają problem.
No i właśnie w tym sęk. Ja nie mam problemu , powtarzam to odkąd tu przyjechałam. Może kiedyś , gdy prześladowali mnie w szkole , ale teraz ? Absolutnie nie. Teraz gdy gniłam w tym ośrodku , mogłabym szwędać się po ulicach Los Angeles z słuchawkami w uszach. Tutaj nie można było mieć nawet MP3 , gdyż mogłabym się powiesić na słuchawkach.
-Veronico , musisz przyznać , że masz problem , wtedy będzie już z górki.
-Ja nie mam żadnych problemów ! Jasne ?! To wy je macie. - wrzasnęłam dość głośno ponieważ ptaki siedzące na moim oknie odfrunęły.
-Owszem , masz. Wiesz dlaczego cię tu przyjęliśmy ? - zagadnęła piastunka. Była drobna. Miała błękitne oczy i blond włosy sięgające do ramion. Była bardzo podobna do mojej starszej siostry - Lany. Znienawidziłam ją za to , że była taka idealna.
-Oświeć mnie. - bąknęłam przewracając oczami.
-Rozpoznaliśmy u ciebie zaburzenia osobowości , odżywiania oraz , choć masz 16 lat jesteś uzależniona od używek. Od papierosów po marihuanę.
Ojej. Jakby nie zauważyła większość nastoletnich Amerykanów pije regularnie. Weźmy choćby na przykład dziewczynę z mojej paczki - Ellie. Ma 15 lat , a jest seksoholiczką , alkoholiczką i narkomanką , a jej starsi nie zaciągają jej na odwyk. Albo są rodzicami , których chciałabym mieć lub są za bardzo zapracowani , żeby zobaczyć w jakim stanie jest ich córka.
-Veronico , rusz swój zad i zejdź na dół.
Podeszłam do drobnej blondyneczki , byłam od niej wyższa. W jej oczach pojawił się strach. Wypchnęłam ją za drzwi. W cholernych drzwiach nie było zamka , więc trzymałam je , by już tu nie wlazła.
-Veronico , natychmiast otwórz te drzwi ! - nie poddawała się piastunka.
-A tak a propos. Nie mów do mnie Veronica.
Dałam sobie spokój , z tym barykadowaniem wejścia. Ona może dalej mnie prosić , ale ja tam nie zejdę. Będzie musiała zrobić to siłą , a to jest przy jej wadze nie wykonalne. Dziwiłam się , bo przez chwilę do pokoju , nie wszedł nikt. Po chwili wparowała tutaj inna lekarka.
-Veronico , zejdź na dół. - powiedziała grubym głosem , przybliżając się. - Musisz być na zajęciach. Musisz zrozumieć , że dzieje się z Tobą coś złego.
Straciłam kontrolę nad sobą. Opuściłam głowę , wrzasnęłam i z dziką wściekłością rzuciłam się na kobietę. Ona całkowicie zaskoczona moją reakcją nie zdążyła się uchylić. Usłyszałam chrupnięcie jej żeber. Popatrzyłam na nią z góry , nie będąc w stanie pojąć , co przed chwilą zrobiłam. Dla mnie sprawa była jasna , u moich stóp leżała zwinięta postać , która zasłużyła na taki los. Sama się o to prosiła. W popłochu rozbiłam szybę i pobiegłam w stronę lasku.
_________________________________________________________________________________
Jeśli chcecie być obserwowani , podajcie swoje gg czy twittera.

niedziela, 18 marca 2012

Prolog

Kolejny dzień w Timberline Knolls Treatment Center. Nie czułam by miał mi jakoś pomóc odwyk. Byłam uzależniona przyznam. Powiedziałam o tym rodzinie. I co ? Potraktowali mnie jak zwykłą wariatkę , nie powiedzieli żadnego słowa otuchy. Kazali zabrać mi najpotrzebniejsze rzeczy i do widzenia. Idź do kliniki się leczyć wyrzutku. Te wszystkie problemy był przez nich , a co może sama się wychowałam ? Owszem w szkole nie za wiele osób ze mną rozmawiało , nie licząc uczniów. Nie lubiłam szkoły , nie przepadałam za ludźmi. To nie moja wina. Oni zapoczątkowali we mnie syndrom nienawiści. Nie trzeba było mnie wyzywać od "odmieńców" , "grubasów" i "idiotek". Później zaczęły się diety , treningi. Jeśli nie mogłam schudnąć , znalazłam inne wyjście  - wymioty , głodówki. Po tym bijatyki w szkole , wyzwiska , samookaleczenia , złe towarzystwo i .. no właśnie coś przez co się tu znalazłam czyli używki. Każde pieniądze , które miałam wydawałam na narkotyki. Znalazłam przyjaciół powyżej 21 roku życia , żeby mogli dostarczać mi alkohol. Zaczęły się całonocne balangi , nie chodzenie do szkoły , zgarnianie przez gliny , sypianie z kim popadnie. Zanim znalazłam się w klinice , na haju byłam 24 godziny na dobę. Wysłali mnie tutaj , tylko po to by nie stracić pozycji na , którą tak długo pracowali. Nikt mnie już nie chciał. Świat byłby lepszy beze mnie. Czemu nie pozwolili mi zostać w domu ? Popełniłabym samobójstwo przy najbliższej okazji. Byłby przynajmniej jeden problem mniej. Po co komu nastolatka , która nic nie robi tylko ćpa ? Po cholerę. Ćpunka mniej. Kiedyś może i byłam młodą "Whitney" , ale skończyłam z tym tylko dlatego , że oni tego chcieli. Ja nie ! Zmuszali mnie , w szkole nienawidzili mnie wyłącznie przez nich. Nie mogłam spędzać czasu z rówieśnikami , bo musiałam ćwiczyć grę na fortepianie. Później dochodziły jeszcze inne instrumenty , z każdym rokiem schodziły nowe i nowe. Rzuciłam granie , ponieważ przez to miałam zmarnowane życie. Mieli mi pomóc tutaj.. a jak na razie w mojej głowie kłębił się myśli samobójcze.